Treny dla Julii oraz dla tych, którzy przeżyli śmierć swojego dziecka

I. Nie wrócisz więcej

Nie wrócisz więcej, nie staniesz w drzwiach.
Nie przyjdziesz spóźniona, za szybko, w sam raz.

Nikt już nie spotka Cię więcej.
Nie pozna Cię brat – choćby trochę.

Nikt nie usłyszy słów w podzięce
i żadne nie wybrzmią gdzieś echem.

Nie będzie nikt czekać z obiadem
i myśleć, czy zrobisz go Ty,

Ta przestrzeń bez Ciebie gdzieś obok
pozbawia nas woli, odbiera nam sny.

Nie staniesz więcej
w żadnym oknie,
w żadnych drzwiach.

Zostanie nam w sercach wyraźny Twój ślad.

Nie ma Cię…

II. Dlaczego tu?

Dlaczego tu, dlaczego tu,
dlaczego tu śmierć
przyniosła kres?

Był dla niej czas, następne dni.
Co tchnęło więc śmierć,
że wiecznie śni?

Dlaczego ją, dlaczego ją,
dlaczego ją śmierć
zabrała mi?

Dlaczego, dlaczego?!

Jaki najgorszy układ,
zrządzenie losu,
trafił wszechświata moment
w tak bardzo mały,
najmniejszy punkt?

Akurat tu!

Czy powód mi wyjaśni ktoś:
że właśnie tu śmierć
zwróciła wzrok?

III. Następny dzień

Jestem zgubiona,
rozpadł się mój najwspanialszy Dar.
Stoję rozdarta, słaba.
Czy to już dzień nastał następny?
Czy już świta?
Czy już jutro?
Czy to zły sen?

Nie! Nie idź tam!
Nie puszczę Cię!
Powinnaś żyć!
Nie opaść w mrok…

Nieubłaganie słońce wstaje,
wciąż i wciąż,
nad ziemią pustą bez niej.

Jestem inna.
W oczach już brakuje łez.

Bezgranicznie utrapiona.

IV. Wiem już dobrze

Choć patrzę w gwiazdy każdą ciemną nocą
i wiem, że widzę wszystkich, których nie ma;
i ludzkie dusze srebrzą się i złocą,
cierpienia mego wcale to nie zmienia!

Wiem: wszystko zrodzone z gwiezdnego pyłu;
czy świat był zbyt mały na ludzi tylu?

Akurat tą, najbliższą mi istotę
wchłonęła przestrzeń w wymiar niezbadany
i nigdy nikt nie odda jej z powrotem,
czy kiedyś słabiej boleć będą rany?

Wiem przecież już dobrze, że mam żyć dalej.
Nie zmienię historii, jej woli trwałej.

Choć widzę cały wszechświat,
jego postać podziwiam i naturę rozumiem,
że wtedy… że nie mogła tu pozostać,
do świadomości przyjąć wciąż nie umiem!

Była taka piękna, w oku błysk, w sercu blask!
Jeśli mnie nie będzie, wtedy znów spotkam ją?
Teraz widzę tylko pomnik jej, zimny głaz.
Wierzę, że jej ciepło dotknie znów duszę mą.

Więc żadne zaklęcia jej nie zatrzymały.
Czy świat był naprawdę dla niej zbyt mały?

Wiem przecież już dobrze, że mam żyć dalej.
Nie mogę zawodzić tych co zostali!

V. Jak przetrwać?

Tworzyli przepiękną parę od lat,
bo pewni byli wciąż,
że w obydwa żagle im dmucha
ten sam wiatr.
Wspólny dla ich dróg,
ciał,
serc,
dusz
i snów.

On teraz sam został,
płacze, bo
stracił swój największy skarb.

Serca ich biły
jednakowy rytm,
w tą samą stronę
zawsze mieli iść.

Nie będzie żadnego ze ślubnych słów.
Nie będzie też pary: męża i żony
i żadnych wspólnych ról,
nawet wspólnych łez.

Nawet łez.

On teraz tak cierpi,
nie wie jak
przetrwać ma w tym świecie
sam.